W grudniu 2008 r. w czasopiśmie New Scientist, w artykule pt. Tiny "paddleboat" could ship drugs around the body Paul Marks opublikował informację o niesamowitym osiągnięciu zespołu naukowców. Otóż zbudowali oni subminiaturową maszynę zasilaną zewnętrznym, zmiennym polem magnetycznym, mogącą poruszać się wewnątrz zbiorników z cieczą, bez stosowania napędu chemicznego lub odkształcania się.
Pomyślmy, jakie trudności musieli przezwyciężyć naukowcy. W tak małej skali (mikrometry i mniej) lepkość np. wody przedstawia sobą większą barierę dla ruchu, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni w naszej, ludzkiej skali. Taki subminiaturowy pływak porusza się w wodzie tak, jak człowiek próbujący pływać w miodzie. Każdy ruch do przodu w pierwszej połowie cyklu pływania będzie niwelowany w drugiej, podczas wycofywania rąk. Pływak będzie stał w miejscu i popłynie donikąd. Stąd bakterie Escherichia coli wykształciły wić pozwalającą im wkręcać się jak korkociąg w ośrodek, w którym przemieszczają się.
Naukowcy zbudowali swojego mikropływaka z dwóch kulek o średnicy 1 i 3 mikronów. Kulki są powleczone wiążącym je białkiem i dodatkowo przyszyte do siebie dwoma nićmi o grubości 8 nanometrów. Kulki są wykonane z materiałów magnetycznych i dlatego cały obiekt wiruje pod wpływem pola magnetycznego. Subminiaturowy pływak porusza się blisko dna naczynia, w pobliżu warstwy granicznej o większej gęstości. Dzięki temu mniejsza kulka działająca jak wiosełko zanurza się w tym ośrodku powodując ruch do przodu z prędkością około 1 mikrometra na sekundę. Zespół jest przekonany, że bez większych trudności na bazie uzyskanych doświadczeń może skonstruować w nanoskali miniaturowe łodzie podwodne napędzane wirującymi kołami łopatkowymi. Współczesna nanotechnologia umożliwia tworzenie cząsteczek, w których jak w puszce zamknięte są pewne substancje chemiczne, uwalniane pod wpływem zewnętrznego sygnału. Taka miniaturowa flotylla mogłaby posłużyć do transportu substancji chemicznych wewnątrz naczyń krwionośnych i pomagała by np. niszczyć komórki rakowe, dostarczając leki w precyzyjnie odmierzanych dawkach do miejsc, gdzie są potrzebne, minimalizując tym samym niepożądane skutki uboczne.
Wynalazek naukowców opisany w New Scientist to pierwszy krok w stronę nanomaszyn, które przemieszczając się w organizmie człowieka będą w stanie podejmować bardziej złożone zadania terapeutyczne. Daleko im do znanych z filmów i książek fantastycznych straszliwych nanorobotów, które rozmnażając się bez kontroli wreszcie pożerają Ziemię i wszystkie istoty żywe. Niemniej, te osiągnięcia powodują w pewnych środowiskach opór. Zespół prof. Dietrama Scheufele z Uniwersytetu Wisconsin w Madison opublikował wyniki badań, z których wynika, że pomimo pozytywnych oczekiwań ogółu społeczeństwa w stosunku do nowej technologii (wszak leczy) pojawiają się głosy przeciwko manipulowaniu przy "boskim dziele". Są one tym silniejsze, im większy wpływ na politykę danego kraju wywiera religia. Oczywiście, swoje do powiedzenia mają również zwolennicy teorii spiskowych, antyglobaliści, ekolodzy i inni.
Zarówno zakazy religijne, jak i głosy wymienionych grup są bardzo ważne. Pozwalają odnaleźć korzystny dla nas wszystkich kompromis, jednak autor badań martwi się, że media i naukowcy unikają tych trudnych tematów i nie informują społeczeństwa o pożytkach i zagrożeniach płynących z nanotechnologii, więc debata, gdy wreszcie zacznie się, będzie silnie zideologizowana i wątpliwa merytorycznie. Niestety, niedoinformowana opinia społeczna bazuje głównie na stereotypach, ponieważ nie zna faktów. Przypomina to troszkę dyskusję o energetyce jądrowej w naszym kraju. Innymi słowy - nadchodzi sądny dzień dla nanotechnologii. Czy wobec wątpliwości natury etycznej ta przegra i trafi do grona nauk uprawianych w tajemnicy na antypodach? Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie. Póki co, my elektronicy korzystajmy z dobrodziejstw, opisywanych w tym numerze Elektroniki Praktycznej, układów wykonanych w technologii MEMS. Jak na razie nie budzą one niczyich zastrzeżeń natury moralnej.